Znałem w życiu tylko jedną osobę, która jawnie i z dumą deklarowała poparcie dla Grzegorza B. — ideowo i finansowo. Na pierwszy rzut oka: miła, lekko trzpiotowata, wręcz sympatyczna. A w rzeczywistości? Najbardziej wredna, dwulicowa, podła osoba, jaką dane mi było poznać. I na pytanie: „Kim są ludzie, którzy go popierają?” odpowiadam, wskazując na nią: „To tacy ludzie. Potulni, z pozoru nieszkodliwi. A pod skórą noszący coś znacznie ciemniejszego niż frustracja. Zło. Głębokie, zimne, świadome”. Wczoraj podczas debaty prezydenckiej Grzegorz B. wygadywał rzeczy, które nie tylko urągają przyzwoitości. To były słowa pogardliwe, nieludzkie, obrzydliwe. Mowa nienawiści w czystej, dusznej postaci. A wszystko to pod sztandarem Boga. Usta pełne Pana, serce pełne pogardy. Jakby nie znał żadnej z nauk, które głosi Kościół, którego imieniem się zasłania. Każdy przyzwoity człowiek powinien dziś powiedzieć „dość”. To nie jest debata. To nie jest wolność słowa. To nie jest różnica poglądów. To nawoływanie do nienawiści i przemocy — i powinno być ścigane z urzędu. Na pewno znacie paradoks nietolerancji sformułowany przez Karla Poppera: „Nieograniczona tolerancja prowadzi do zaniku tolerancji. Jeśli będziemy tolerować nietolerancję, toleranci zostaną zniszczeni”. Nie można tolerować bredni, które wygaduje ten człowiek. Niech nikt nie mówi: „Nie wiedzieliśmy”. Wiedzieliśmy. Od dawna. Tylko zbyt wielu z nas milczało, bo „to tylko folklor polityczny”, „on nie ma szans”. Otóż miał. I ma. Niech nas to otrzeźwi. Jeszcze nie jest za późno, by jasno powiedzieć, po której stronie chcemy stać. /z sieci/
Want to write longer posts on Bluesky?
Create your own extended posts and share them seamlessly on Bluesky.
Create Your PostThis is a free tool. If you find it useful, please consider a donation to keep it alive! 💙
You can find the coffee icon in the bottom right corner.